Strona główna » Kłótnie w związku. Czym dobra kłótnia różni się od takiej, która niszczy relację

Kłótnie w związku. Czym dobra kłótnia różni się od takiej, która niszczy relację

Autor: Monika Bielecka
Para w kuchni w trakcie napiętej rozmowy – kobieta gestykuluje, mężczyzna stoi z założonymi rękami i patrzy w bok

Kłócą się wszystkie pary. Te szczęśliwe też. Różnica nie polega na tym, czy w związku są konflikty, ale na tym, jak przebiegają i co zostaje po nich. Jedna kłótnia oczyszcza atmosferę i coś zmienia, inna zostawia rany, które goją się latami. Psycholodzy od dawna badają, co odróżnia jedną od drugiej.

Najbardziej znane badania na ten temat prowadził amerykański psycholog John Gottman, który przez dziesięciolecia obserwował pary w swoim laboratorium – nagrywał ich rozmowy, mierzył reakcje fizjologiczne i śledził, które związki przetrwają, a które się rozpadną. Jego wnioski, choć nie są wolne od krytyki, stały się punktem odniesienia dla wielu terapeutów par na całym świecie.

Kłótnia to nie porażka

Wiele osób traktuje każdą kłótnię jak sygnał, że w związku dzieje się coś złego. Tymczasem konflikt jest naturalną częścią bliskiej relacji dwojga różnych ludzi, z różnymi potrzebami, przyzwyczajeniami i sposobami patrzenia na świat. Pary, które nigdy się nie kłócą, nie zawsze są szczęśliwsze – czasem po prostu unikają trudnych tematów, aż te zaczynają ciążyć.

Sposób, w jaki się kłócimy, w dużej mierze wynosimy z domu rodzinnego. Ktoś, kto dorastał wśród krzyków i trzaskania drzwiami, może uważać to za normalny sposób rozwiązywania sporów albo, przeciwnie, panicznie unikać każdej różnicy zdań. Ktoś inny wyniósł z domu przekonanie, że o problemach się nie mówi, tylko się je przeczekuje. Gdy w jednym związku spotykają się dwa takie odmienne „scenariusze”, nieporozumienia są niemal pewne. Świadomość tego, skąd biorą się nasze odruchy, nie usprawiedliwia ich, ale pomaga zrozumieć, dlaczego partner reaguje inaczej, niż byśmy chcieli, i daje punkt wyjścia do zmiany.

Kłótnia może być okazją do tego, by powiedzieć, co nam przeszkadza, poznać perspektywę drugiej osoby i znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla obojga. Pod warunkiem że obie strony grają fair.

Czterej jeźdźcy, którzy niszczą związek

Gottman opisał cztery zachowania w czasie konfliktu, które nazwał obrazowo czterema jeźdźcami Apokalipsy. Według jego obserwacji regularne pojawianie się tych zachowań wiązało się z wyraźnie większym ryzykiem rozpadu związku. To krytyka, pogarda, defensywność i mur milczenia. Każde z nich może pojawić się w niemal każdej parze od czasu do czasu. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się stałym sposobem rozmawiania.

Dobra wiadomość jest taka, że każdy z tych jeźdźców ma swoje antidotum. Można nauczyć się je rozpoznawać i zastępować innymi sposobami reagowania.

Krytyka zamiast skargi

Skarga dotyczy konkretnego zachowania: „Jestem zła, bo znowu nie wyniosłeś śmieci, chociaż się umawialiśmy”. Krytyka atakuje osobę: „Ty nigdy o niczym nie pamiętasz, jesteś kompletnie nieodpowiedzialny”. Różnica wydaje się niewielka, ale dla drugiej strony jest ogromna. Na skargę można zareagować, przeprosić, coś zmienić. Na krytykę reaguje się obroną, bo dotyczy tego, kim się jest, a nie tego, co się zrobiło.

Sygnałem ostrzegawczym są słowa „zawsze” i „nigdy”, a także uogólnienia na temat charakteru partnera. Antidotum to mówienie o swoich uczuciach i potrzebach w konkretnej sytuacji. „Czuję się zmęczona, gdy po pracy sama ogarniam dom. Potrzebuję, żebyśmy podzielili obowiązki” brzmi zupełnie inaczej niż „Jesteś leniwy”.

Ta sama sprawa, zupełnie inna rozmowa.

Pogarda – najgroźniejszy z jeźdźców

Pogarda to sarkazm, wyśmiewanie, przewracanie oczami, protekcjonalny ton, wyzwiska. To komunikat, że uważam się za lepszą od ciebie. Gottman uważał pogardę za najsilniejszy sygnał zapowiadający rozpad związku, bo podważa szacunek, bez którego bliskość nie przetrwa. Pogarda zwykle rośnie powoli, z długo tłumionych pretensji i negatywnych myśli o partnerze, którym nikt nie poświęcił uwagi.

Antidotum to budowanie kultury docenienia. Brzmi patetycznie, ale w praktyce chodzi o drobiazgi: zauważanie tego, co partner robi dobrze, dziękowanie, okazywanie zainteresowania, przypominanie sobie, za co go cenimy. W związkach, w których na co dzień jest dużo życzliwości, trudniej o pogardę w czasie kłótni.

Może to być podziękowanie za zrobioną kolację, choć to „jego dzień”, uśmiech na powitanie zamiast od razu listy spraw do załatwienia, pytanie o to, jak minęła ważna rozmowa w pracy, o której partner wspominał rano. Takie drobne gesty działają jak oszczędności na koncie – gdy przychodzi trudniejszy moment, jest z czego czerpać, a konflikt nie przekreśla od razu wszystkiego, co dobre.

Defensywność

Defensywność to naturalna reakcja na poczucie, że jesteśmy atakowani: tłumaczenie się, odbijanie piłeczki, szukanie winy w drugiej osobie. „A ty? Ty też zostawiasz bałagan!” albo „To nie moja wina, miałem ciężki dzień”. Problem w tym, że defensywność rzadko uspokaja sytuację. Druga strona czuje, że nie została wysłuchana, i podnosi głos.

Antidotum jest wzięcie odpowiedzialności, nawet za małą część problemu. „Masz rację, zapomniałem. Przepraszam, zaraz to zrobię” potrafi rozbroić kłótnię szybciej niż najlepsze argumenty.

Mur milczenia

Czwarty jeździec to wycofanie się z rozmowy: odwracanie wzroku, milczenie, wychodzenie z pokoju, udawanie zajętego telefonem. Często pojawia się, gdy jedna z osób czuje się emocjonalnie zalana – serce bije szybko, myśli się plączą, a jedynym pragnieniem jest ucieczka. Gottman nazywał ten stan przytłoczeniem i zwracał uwagę, że w takim momencie konstruktywna rozmowa jest praktycznie niemożliwa.

Antidotum to świadoma przerwa. Zamiast wychodzić bez słowa, lepiej powiedzieć: „Jestem zbyt zdenerwowana, żeby teraz rozmawiać. Potrzebuję dwudziestu minut, potem wrócimy do tego”. Ważne, by w czasie przerwy naprawdę się uspokoić – pójść na spacer, wziąć prysznic, posłuchać muzyki – a nie układać w głowie kolejnych argumentów. I by do rozmowy rzeczywiście wrócić.

Kobieta spaceruje samotnie cichą ulicą wczesnym wieczorem z rękami w kieszeniach płaszcza
Świadoma przerwa – z zapowiedzią powrotu do rozmowy – lepsza niż mur milczenia.

Łagodny początek

Badania Gottmana pokazały, że przebieg rozmowy w dużej mierze zależy od jej pierwszych minut. Kłótnia, która zaczyna się od oskarżenia i podniesionego głosu, zwykle tak samo się kończy. Dlatego tak ważny jest łagodny start: zaczynanie od siebie, od konkretnej sytuacji i od tego, czego potrzebujemy, a nie od listy cudzych win.

Pomaga też wybór momentu. Rozmowa o pieniądzach o północy, gdy oboje są zmęczeni, albo o teściowej tuż przed wizytą u niej rzadko kończy się dobrze. Czasem lepiej powiedzieć: „Chcę z tobą porozmawiać o czymś ważnym. Kiedy masz czas?”.

Gottman zwracał też uwagę na proporcje. W parach, które w jego badaniach dobrze radziły sobie z konfliktami, nawet w trakcie kłótni pozytywnych zachowań – zrozumienia, żartu, przyznania racji, czułego gestu – było wyraźnie więcej niż negatywnych, według jego obserwacji mniej więcej pięć do jednego. Nie chodzi o liczenie słów, ale o ogólny ton rozmowy. Kłótnia, w której mimo złości słychać szacunek i troskę, zwykle kończy się zupełnie inaczej niż ta, w której z każdym zdaniem rośnie wrogość.

Jedna z najczęstszych osi sporu w domach to podział obowiązków – piszemy o tym szerzej w tekście o niewidzialnej pracy w domu.

Spory, które nie znikają

Gottman zwracał uwagę na zjawisko, które wiele par zna z autopsji: część konfliktów wraca w kółko, bo wynika z trwałych różnic w charakterze, wartościach czy potrzebach. Jedna osoba potrzebuje więcej czasu dla siebie, druga więcej bliskości. Jedna lubi planować wydatki, druga żyje chwilą. Według jego obserwacji większość konfliktów w związkach ma właśnie taki, powracający charakter.

Takich sporów nie da się „wygrać”. Można się jednak nauczyć o nich rozmawiać z humorem i życzliwością, szukać kompromisów i akceptować, że partner jest inny. Jeśli jedno z was potrzebuje w weekend ciszy, a drugie towarzystwa, może sobota będzie dla znajomych, a niedziela dla domu. To nie rozwiązuje różnicy raz na zawsze, ale sprawia, że przestaje być polem bitwy. Pary, którym to się udaje, nie mają mniej różnic. Lepiej sobie z nimi radzą.

Para siedzi blisko na kanapie, mężczyzna delikatnie trzyma kobietę za rękę, oboje wyglądają na spokojniejszych
Drobne gesty naprawy – żart, dotyk, przeprosiny – pomagają zakończyć konflikt.

Po kłótni

Ważne jest nie tylko to, co dzieje się w czasie kłótni, ale też po niej. Gottman pisał o próbach naprawy – drobnych gestach, którymi partnerzy sygnalizują chęć zakończenia konfliktu: żart, dotyk, przeprosiny, zdanie „Dobra, zacznijmy jeszcze raz”. W szczęśliwych związkach takie próby są zauważane i przyjmowane. W tych, które przeżywają kryzys, często zostają odrzucone.

Jeśli kłótnie w waszym związku stają się coraz częstsze, kręcą się w kółko albo zostawiają po sobie długie dni chłodu, warto rozważyć terapię par. To nie oznaka porażki, tylko sposób, by z pomocą kogoś z zewnątrz nauczyć się rozmawiać inaczej.

I jedno ważne zastrzeżenie. Przemoc – fizyczna, psychiczna, ekonomiczna czy seksualna – nie jest kłótnią i żadne techniki komunikacji jej nie naprawią. Jeśli czujesz się zastraszana, kontrolowana albo boisz się partnera, możesz zadzwonić do Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” pod bezpłatny numer 800 120 002, a w sytuacji zagrożenia – pod 112.

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz