Strona główna » Przyjaźń po trzydziestce. Dlaczego w dorosłym życiu tak trudno o przyjaciółkę

Przyjaźń po trzydziestce. Dlaczego w dorosłym życiu tak trudno o przyjaciółkę

Autor: Monika Bielecka
Dwie przyjaciółki po trzydziestce śmieją się, siedząc na ławce w jesiennym parku

W podstawówce wystarczyło usiąść z kimś w jednej ławce. Na studiach – mieszkać w tym samym akademiku albo wyjść razem z zajęć na kawę. Po trzydziestce okazuje się, że przyjaźń, która kiedyś przychodziła sama, nagle wymaga planowania, kalendarzy i odwagi. Coraz więcej kobiet przyznaje, że ma wielu znajomych, ale mało osób, do których mogłaby zadzwonić o drugiej w nocy. I że nie bardzo wie, jak to zmienić.

Ten tekst nie jest poradnikiem z gotową listą kroków. To raczej próba zrozumienia, dlaczego w dorosłym życiu tak trudno o nowe przyjaźnie i dlaczego tak łatwo tracimy stare. Bo jeśli czujesz, że twój krąg bliskich osób się skurczył, nie jesteś wyjątkiem ani porażką towarzyską. Jesteś po prostu dorosła.

Kiedy przyjaźń przestała być oczywista

Zwykle nie ma jednego momentu, w którym to się dzieje. Raczej powolny proces. Wspólne wyjścia w piątek zamieniają się w kawę raz w miesiącu, potem w spotkanie raz na kwartał, a na końcu w życzenia urodzinowe wysyłane w wiadomości. Nikt się z nikim nie pokłócił, nikt nikogo nie zawiódł. Po prostu życie każdej z nas popłynęło w swoją stronę, a my nie zauważyłyśmy, kiedy zrobiło się między nami tak dużo przestrzeni.

W pewnym momencie przychodzi refleksja. Może przy okazji urodzin, na które nie bardzo jest kogo zaprosić. Może przy przeprowadzce do nowego miasta. Może wtedy, gdy wydarza się coś ważnego, dobrego albo trudnego, a my łapiemy się na tym, że nie wiemy, komu o tym opowiedzieć. Partner, rodzina, koleżanki z pracy – to wszystko ważne relacje, ale żadna z nich nie zastępuje przyjaciółki, która zna nas od lat albo rozumie nas bez tłumaczenia.

Mam wrażenie, że wciąż mówimy o tym za mało. O samotności w dorosłym życiu rozmawiamy chętnie w kontekście osób starszych albo singli. Rzadziej w kontekście kobiet, które mają rodziny, prace, kalendarze pełne spotkań i dzieci w przedszkolu, a mimo to czują, że brakuje im kogoś, z kim mogłyby po prostu pobyć.

Częścią problemu jest czas. Kobiety po trzydziestce często żonglują pracą, domem, dziećmi, opieką nad starzejącymi się rodzicami i całą niewidzialną listą spraw, o których trzeba pamiętać. Kiedy wieczorem wreszcie jest chwila dla siebie, energia wystarcza na serial i sen, a nie na umawianie się na kolację. Przyjaźń spada wtedy na koniec listy priorytetów, choć wcale nie dlatego, że jest mniej ważna. Po prostu nikt jej za nas nie zaplanuje. O tym, ile niewidocznej pracy kryje się w codzienności, pisałyśmy w tekście o mental load.

Dlaczego w szkole było łatwiej

Socjologowie badający przyjaźń zwracają uwagę na kilka warunków, które sprzyjają jej powstawaniu. Amerykańska socjolożka Rebecca G. Adams opisywała je jako bliskość, czyli przebywanie w tym samym miejscu, powtarzające się, nieplanowane spotkania oraz otoczenie, w którym ludzie mogą się przed sobą otworzyć i opuścić gardę. Wystarczy spojrzeć na tę listę, by zrozumieć, dlaczego w szkole i na studiach przyjaźnie rodziły się niemal same.

Szkoła, akademik, pierwsza praca w dużym zespole, wakacyjne obozy – to miejsca, w których codziennie spotykamy te same osoby, bez umawiania się, bez sprawdzania kalendarza. Mamy mnóstwo wspólnego czasu, który nie jest niczym wypełniony, i wiele okazji do rozmów, które zaczynają się od niczego, a kończą się zwierzeniami. Do tego jesteśmy w podobnym momencie życia: te same egzaminy, te same lęki, pierwsze miłości i pierwsze rozczarowania.

Przyjaźnie z młodości mają też w sobie intensywność, której trudno szukać później. Godziny rozmów przez telefon, wspólne wyjazdy, sekrety, które zna tylko jedna osoba na świecie. W tym wieku przyjaciółki są często najważniejszymi ludźmi w życiu, ważniejszymi niż rodzina czy partner. Później, gdy pojawiają się inne bliskie relacje, przyjaźń naturalnie zajmuje trochę mniej miejsca. Nie znaczy to jednak, że przestaje być potrzebna.

Dorosłość te warunki po kolei odbiera. Spotkania przestają być przypadkowe, bo każde wymaga zaplanowania. Czasu wolnego jest mało, a ten, który jest, często pochłaniają obowiązki. A otoczenie, w którym można opuścić gardę? W pracy pilnujemy profesjonalnego wizerunku, na placu zabaw rozmawiamy głównie o dzieciach, w sieci pokazujemy najlepszą wersję siebie. Coraz rzadziej znajdujemy się w sytuacji, w której ktoś zobaczy nas zmęczone, niepewne, zwyczajne.

Stare zdjęcia nastolatek, bransoletka przyjaźni i zniszczony pamiętnik rozłożone na drewnianym stole
W szkole przyjaźnie rodziły się niemal same – z codziennych, nieplanowanych spotkań.

Trzydziestka, czyli wielkie rozjechanie się dróg

Okolice trzydziestki to czas, w którym życie znajomych zaczyna się bardzo różnić. Jedna wychodzi za mąż i rodzi dziecko, druga wyjeżdża za granicę, trzecia rzuca się w karierę i pracuje po dwanaście godzin, czwarta rozstaje się z partnerem i na nowo ustawia swoje życie. Przyjaźnie, które opierały się na wspólnym rytmie, nagle tracą grunt. Trudno umówić się na wieczorne wino, gdy jedna z was usypia niemowlę, a druga właśnie wróciła z delegacji.

Do tego dochodzą różnice, o których rzadko mówi się wprost. Kobiety, które zostały mamami, czasem czują, że koleżanki bez dzieci nie rozumieją ich zmęczenia i nowych priorytetów. Kobiety bez dzieci – z wyboru lub nie – bywają zmęczone rozmowami, które kręcą się wyłącznie wokół karmienia i przedszkola, albo czują się pomijane w zaproszeniach. Różnice w zarobkach, stylu życia czy poglądach, które w wieku dwudziestu lat nie miały znaczenia, nagle zaczynają uwierać.

Nie oznacza to, że takie przyjaźnie są skazane na porażkę. Wymagają jednak więcej świadomego wysiłku i więcej wyrozumiałości z obu stron. Przyjaciółka, która przez rok ma dla ciebie mniej czasu, bo właśnie urodziła dziecko albo przechodzi przez trudny okres w pracy, nie musi oznaczać utraconej przyjaźni. Może oznaczać przyjaźń w trybie oczekiwania. O tym, jak wygląda to od drugiej strony, pisałyśmy w tekście o wypaleniu rodzicielskim.

Do tego dochodzą przeprowadzki. Wiele z nas wyjechało na studia do dużego miasta i już tam zostało, inne przeprowadziły się za pracą, za partnerem albo za granicę. Przyjaciółki z rodzinnego miasta zostały kilkaset kilometrów dalej, a w nowym miejscu trzeba zaczynać wszystko od początku. Rozmowy przez komunikatory pomagają utrzymać kontakt, ale nie zastąpią spontanicznej kawy w sobotnie popołudnie.

Każda z nas ma więc dziś trochę inną mapę przyjaźni.

Ile godzin potrzeba, żeby się zaprzyjaźnić

Jest jedno badanie, które często przytacza się w rozmowach o dorosłych przyjaźniach. Jeffrey Hall, badacz komunikacji z Uniwersytetu Kansas, opublikował w 2018 roku pracę, w której próbował oszacować, ile wspólnego czasu potrzeba, by przejść od znajomości do przyjaźni. Z jego analiz wynikało, że na swobodną koleżeńską relację trzeba kilkudziesięciu godzin wspólnie spędzonego czasu, na przyjaźń – mniej więcej dwa razy więcej, a na bliską przyjaźń – ponad dwustu godzin.

Te liczby to oczywiście szacunki, a nie przepis. Ale dobrze pokazują, dlaczego w dorosłości tak trudno o nowe przyjaźnie. Dwieście godzin to w szkole kilka miesięcy wspólnych przerw, lekcji i powrotów do domu. W dorosłym życiu, przy spotkaniach raz w miesiącu na dwie godziny, to kilka lat. Nic dziwnego, że wiele znajomości zatrzymuje się na etapie „miło się rozmawia”, zanim zdąży stać się czymś więcej.

Hall zwracał też uwagę, że nie każdy czas liczy się tak samo. Godziny spędzone razem w pracy, na wymuszonych spotkaniach, zbliżają mniej niż czas spędzony z wyboru, na rozmowach, wspólnych zajęciach, żartach i zwierzeniach. Liczy się więc nie tylko ilość, ale też jakość. To dobra wiadomość: nie trzeba rzucać pracy, by zaprzyjaźnić się z kimś nowym. Trzeba jednak świadomie poświęcić na to czas.

Ciekawe są też obserwacje brytyjskiego antropologa Robina Dunbara, który od lat bada sieci społeczne. Według jego koncepcji liczba bliskich relacji, jakie człowiek jest w stanie utrzymać, jest ograniczona. Najbliższy krąg to zwykle kilka osób, kolejny – kilkanaście, a dalsze kręgi obejmują coraz więcej znajomych, z którymi łączy nas coraz luźniejsza więź. Najbliższe relacje wymagają najwięcej czasu i uwagi. Nie da się mieć wielu bardzo bliskich przyjaciółek naraz, i to nie jest żadna wada, tylko naturalne ograniczenie ludzkiej uwagi.

Przyjaźń w dorosłym życiu rzadko spada z nieba. Częściej jest decyzją, którą trzeba podejmować wiele razy.

Wstyd, o którym nie mówimy

Jednym z największych przeszkód w szukaniu nowych przyjaciółek jest wstyd. Przyznanie się, że brakuje nam bliskich osób, wydaje się trudniejsze niż przyznanie się do braku partnera. W randkowaniu szukanie kogoś jest czymś oczywistym, są do tego aplikacje, porady i całe programy telewizyjne. Szukanie przyjaciółki wciąż wydaje się trochę wstydliwe, jakby świadczyło o tym, że coś z nami nie tak.

Do tego dochodzi lęk przed odrzuceniem. Zaproponowanie komuś kawy, kogo znamy z pracy albo z zajęć jogi, potrafi być bardziej stresujące niż zaproszenie na randkę. Co, jeśli ona nie ma ochoty? Co, jeśli pomyśli, że jestem zdesperowana? Co, jeśli ma już swoje przyjaciółki i nie potrzebuje nowej? Te pytania sprawiają, że wiele potencjalnych przyjaźni nigdy nie wychodzi poza grzeczną wymianę zdań przy ekspresie do kawy.

Psychologowie opisują zjawisko nazywane po angielsku „liking gap”. Badania sugerują, że po pierwszej rozmowie z nowo poznaną osobą zwykle zaniżamy to, jak bardzo ta osoba nas polubiła. Wychodzimy z rozmowy z przekonaniem, że było trochę niezręcznie, podczas gdy druga strona ma całkiem dobre wrażenie. Warto o tym pamiętać, zanim zrezygnujemy z kolejnego kroku. Ta druga kobieta prawdopodobnie też chciałaby mieć więcej bliskich osób i też boi się zrobić pierwszy krok.

Nie pomagają media społecznościowe, w których widzimy zdjęcia z babskich wyjazdów, urodzinowych kolacji i wspólnych wakacji znajomych. Łatwo wtedy uznać, że wszyscy wokół mają liczne grono przyjaciółek, a tylko my zostałyśmy w tyle. Tymczasem zdjęcie z jednego wieczoru nie mówi nic o tym, jak często te osoby się widują, ani czy w trudnych chwilach mogą na siebie liczyć.

Dwie koleżanki z pracy rozmawiają z kubkami w dłoniach przy ekspresie w biurowej kuchni
Wiele potencjalnych przyjaźni zatrzymuje się na grzecznej rozmowie przy ekspresie.

Gdzie dorosłe kobiety poznają przyjaciółki

Skoro przyjaźnie rodzą się z regularnych, powtarzających się spotkań, warto szukać miejsc, które je zapewniają. Jednorazowe wydarzenia, takie jak imprezy czy konferencje, rzadko prowadzą do przyjaźni, bo trudno z nich zbudować coś trwałego. O wiele lepiej sprawdzają się zajęcia cykliczne: kurs językowy, klub książki, chór, zajęcia taneczne, drużyna biegowa, wolontariat, warsztaty ceramiki, grupa spacerowa, stała siłownia o tej samej porze. Tam widzisz te same twarze co tydzień, a rozmowy mogą stopniowo się pogłębiać.

Dobrym miejscem bywa też otoczenie, w którym i tak spędzamy czas. Sąsiedztwo, przedszkole czy szkoła dzieci, praca. Wiele przyjaźni zaczyna się od drobnych gestów: pożyczenia czegoś sąsiadce, wspólnego czekania na dzieci po zajęciach, zaproszenia koleżanki z pracy na lunch. Coraz popularniejsze są też aplikacje i grupy w mediach społecznościowych, które pomagają poznać osoby szukające przyjaźni, na przykład po przeprowadzce do nowego miasta. To nie jest powód do wstydu, tylko nowoczesna wersja zapytania: „Hej, chcesz się pobawić?”.

Najtrudniejszy bywa moment przejścia od znajomości „z zajęć” do spotkania poza nimi. Tu pomaga prosta odwaga: zaproponowanie kawy po zajęciach, wymiana numerów, zaproszenie na wydarzenie, o którym rozmawiałyście. Ktoś musi zrobić pierwszy krok i zwykle obie strony czekają, aż zrobi go ta druga. Jeśli pierwsza próba się nie uda, bo ona nie ma akurat czasu, warto spróbować jeszcze raz za jakiś czas.

Warto też przyjrzeć się relacjom, które już mamy. Czasem przyjaciółka jest bliżej, niż myślimy: w koleżance z pracy, z którą zawsze dobrze się rozmawia, w dawnej znajomej ze studiów, z którą straciłyśmy kontakt bez powodu, w kuzynce, którą widujemy tylko na rodzinnych uroczystościach. Odnowienie starej znajomości bywa łatwiejsze niż budowanie nowej od zera, bo jest już wspólna historia.

Kobiety w różnym wieku rozmawiają przy stole z książkami i herbatą podczas spotkania klubu książki
Cykliczne zajęcia, takie jak klub książki, sprzyjają powstawaniu przyjaźni.

Jak podtrzymywać stare przyjaźnie

Przyjaźnie, które już mamy, też potrzebują troski. Najprostsza zasada: regularność ważniejsza niż spektakularność. Krótka wiadomość „myślę o tobie” czy zdjęcie, które przypomniało ci o wspólnym wyjeździe, potrafią podtrzymać bliskość lepiej niż raz w roku wielkie spotkanie. Wiele przyjaciółek ma swoje rytuały: comiesięczne śniadanie, coroczny wspólny wyjazd, cotygodniowy telefon w drodze z pracy, wspólny serial oglądany na odległość i komentowany na czacie.

Pomaga też elastyczność. Nie każde spotkanie musi być wieczorem przy winie. Przyjaciółka z małym dzieckiem może chętnie wybrać się na spacer z wózkiem, przyjaciółka, która dużo pracuje, na szybki lunch w okolicy biura. Można wspólnie robić rzeczy, które i tak trzeba zrobić: zakupy, sprzątanie przed świętami, malowanie mieszkania. Wspólne codzienne czynności tworzą przestrzeń do rozmów, a nie zabierają dodatkowego czasu.

I wreszcie szczerość. Jeśli czujesz, że przyjaźń się oddala, możesz o tym powiedzieć. Nie w formie wyrzutu, tylko zaproszenia: „Brakuje mi naszych rozmów. Może umówimy się na stałe raz w miesiącu?”. Wiele przyjaźni nie kończy się z braku sympatii, tylko z braku odwagi, by powiedzieć, że nam na nich zależy. Jeśli trudno ci mówić o swoich potrzebach, przyda się nasz tekst o asertywności.

Przyjaźnie na odległość też mogą być bardzo bliskie. Wymagają tylko innych narzędzi: regularnych rozmów wideo, wiadomości głosowych, które można nagrywać w drodze do pracy, czy wspólnych przyjazdów zaplanowanych z wyprzedzeniem. Wiele przyjaciółek mieszkających w różnych miastach czy krajach mówi, że ich relacja wcale nie osłabła – zmieniła tylko formę.

Kobieta wieczorem przy kuchennym stole śmieje się podczas wideorozmowy na laptopie, obok kubek herbaty
Przyjaźń na odległość zmienia formę, ale nie musi tracić bliskości.

Przyjaźnie się zmieniają – i to jest w porządku

Nie każda przyjaźń musi trwać całe życie. Niektóre są związane z konkretnym etapem: studiami, pierwszą pracą, czasem, gdy nasze dzieci chodziły do tej samej grupy w przedszkolu. Kiedy ten etap się kończy, relacja może się rozluźnić, i nie jest to porażka żadnej ze stron. Takie przyjaźnie były prawdziwe i ważne, nawet jeśli nie przetrwały.

Koniec przyjaźni potrafi jednak boleć, czasem bardziej niż koniec związku. O rozstaniach z partnerem mówimy otwarcie, mamy na nie słowa i rytuały, przyjaciele pocieszają nas przy winie. Gdy kończy się przyjaźń, często zostajemy z tym same, bo wydaje się, że nie wypada rozpaczać po koleżance. Warto dać sobie prawo do smutku i żałoby po relacji, która była ważna. To nie przesada, tylko uczciwość wobec samej siebie.

Zdarzają się też przyjaźnie, które przestają nam służyć. Relacje, w których zawsze to my dzwonimy, my pytamy, my słuchamy, a druga strona pojawia się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje. Relacje pełne rywalizacji, krytyki czy porównań. W dorosłym życiu mamy mniej czasu i energii, więc mamy też prawo zastanowić się, w które relacje chcemy je inwestować.

Wiele kobiet mówi, że po trzydziestce ich krąg przyjaciół się zmniejszył, ale relacje, które zostały, są głębsze i bardziej szczere. Mniej udawania, mniej spotkań z obowiązku, więcej rozmów o tym, co naprawdę ważne. Może to nie strata, tylko dojrzewanie. Mniej przyjaciółek, ale takich, które naprawdę są.

Pierwszy krok

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu pomyślałaś o kimś konkretnym – o dawnej przyjaciółce, z którą straciłaś kontakt, o koleżance z pracy, z którą chciałabyś poznać się lepiej, o sąsiadce, z którą zawsze miło się rozmawia na klatce schodowej – może to dobry znak. Napisz do niej. Zaproponuj kawę, spacer, wspólne wyjście na wystawę. Najgorsze, co może się stać, to grzeczna odmowa. Najlepsze – początek czegoś ważnego.

Przyjaźń w dorosłym życiu to trochę jak ogród. Nie rośnie sama, wymaga regularnej uwagi i cierpliwości, a na efekty czasem trzeba poczekać kilka sezonów. Ale kiedy wreszcie zakwitnie, daje coś, czego nie zastąpi żadna inna relacja: poczucie, że ktoś zna nas naprawdę i wybiera nas – nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że chce.

A jeśli przyjaźnie teraz wydają się odległe, a samotność ciąży bardziej niż zwykle, nie zostawaj z tym sama. Czasem warto porozmawiać o tym z bliską osobą z rodziny albo z psychologiem, zwłaszcza gdy poczucie osamotnienia odbiera radość z codzienności. Przyda się też nasz tekst o tym, jak odróżnić jesienną chandrę od depresji sezonowej.

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz