Polskie kino ma w swojej historii wiele wybitnych ról kobiecych i filmów, w których to kobiety są w centrum opowieści: z ich wyborami, ambicjami, miłościami i dramatami. Część z nich znamy z telewizyjnych powtórek, inne dostały nagrody na najważniejszych festiwalach świata, a jeszcze inne przez lata leżały na półkach cenzury. Długie jesienne i zimowe wieczory to dobry moment, by nadrobić klasykę lub odkryć tytuły, które zawsze odkładało się „na później”.
Przygotowaliśmy subiektywną listę osiemnastu polskich filmów, w których kobiety odgrywają kluczową rolę. Ułożyliśmy je chronologicznie, od lat 60. po współczesność, by pokazać, jak zmieniało się spojrzenie kina na kobiece doświadczenia. Wiele z nich można dziś znaleźć w serwisach streamingowych, na platformach z polską klasyką lub w bibliotekach.
Klasyka lat 60. i 70.
Kino tamtych lat często sięgało po wielką literaturę, a kobiece postacie bywały złożone i dalekie od schematu. To czas wielkich aktorek, wyrazistych zdjęć i opowieści, które do dziś trafiają do zestawień najważniejszych polskich filmów.
„Matka Joanna od Aniołów” (1961), reż. Jerzy Kawalerowicz. Akcja filmu, opartego na opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza, rozgrywa się w XVII-wiecznym klasztorze, do którego przybywa ksiądz, by uwolnić zakonnice od rzekomego opętania. W roli tytułowej przeorki wystąpiła Lucyna Winnicka. To surowy, czarno-biały film o pożądaniu, wierze i samotności, nagrodzony na festiwalu w Cannes. Mimo upływu lat wciąż robi ogromne wrażenie zdjęciami i atmosferą. Biel habitów na tle ciemnych wnętrz klasztoru to obrazy, które zostają w pamięci na długo.
„Noce i dnie” (1975), reż. Jerzy Antczak. Ekranizacja powieści Marii Dąbrowskiej to opowieść o małżeństwie Barbary i Bogumiła Niechciców na tle kilkudziesięciu lat historii. Jadwiga Barańska stworzyła tu jedną z najważniejszych kreacji w historii polskiego kina – Barbarę, kobietę rozdartą między marzeniami a codziennością, niezadowoloną z życia, które jednocześnie bardzo kocha. Film był nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Powstała też wersja serialowa. Po latach wiele kobiet odkrywa tę historię na nowo – inaczej ogląda się ją w wieku dwudziestu, a inaczej pięćdziesięciu lat.
„Dziewczyny do wzięcia” (1972), reż. Janusz Kondratiuk. Krótki, telewizyjny film o trzech młodych dziewczynach z prowincji, które przyjeżdżają na niedzielę do Warszawy w poszukiwaniu przygody i miłości. Spotykają dwóch chłopaków, a wspólne popołudnie pełne jest niezręczności, nieporozumień i smutnego humoru. Film stał się kultowy dzięki dialogom, które do dziś cytuje się w codziennych rozmowach, i trafnemu obrazowi marzeń o lepszym, „wielkomiejskim” życiu.
„Człowiek z marmuru” (1976), reż. Andrzej Wajda. Młoda reżyserka Agnieszka, grana przez Krystynę Jandę, kręci film dyplomowy o Mateuszu Birkucie, przodowniku pracy z lat 50. Jej śledztwo odsłania kulisy propagandy i losy ludzi, którzy stali się jej ofiarami. Agnieszka – uparta, bezkompromisowa, w dżinsach i z papierosem – stała się symbolem nowego typu bohaterki: niezależnej, ambitnej kobiety, która nie boi się zadawać trudnych pytań.
„Panny z Wilka” (1979), reż. Andrzej Wajda. Kolejna ekranizacja prozy Iwaszkiewicza. Mężczyzna wraca po latach do dworu, w którym spędzał młodzieńcze wakacje, i spotyka siostry, które kiedyś znał. To film o przemijaniu, utraconych szansach i niespełnionych miłościach, z pięknymi rolami między innymi Mai Komorowskiej, Anny Seniuk i Stanisławy Celińskiej. Nastrojowy, melancholijny, idealny na jesienny wieczór. Warto zwrócić uwagę na to, jak każda z sióstr inaczej poradziła sobie z upływem czasu – to galeria kobiecych losów w pigułce.

Lata 80. – kino wobec rzeczywistości
Lata 80. to w polskim kinie czas cenzury, stanu wojennego i filmów, które latami czekały na premierę. Kobiece bohaterki tego okresu często zmagają się z systemem, biedą i samotnością, ale to także dekada komedii, które do dziś bawią kolejne pokolenia widzów.
„Kobieta samotna” (nakręcony w 1981), reż. Agnieszka Holland. Historia samotnej matki pracującej jako listonoszka, która próbuje zbudować lepsze życie dla siebie i syna w szarej, przygnębiającej rzeczywistości PRL-u. Po wprowadzeniu stanu wojennego film trafił na półkę i do szerszej dystrybucji wszedł dopiero po latach. W roli głównej znakomita Maria Chwalibóg. To jeden z najbardziej poruszających portretów kobiecej samotności i biedy w polskim kinie, trudny, ale bardzo ważny. Pokazuje, jak niewiele trzeba, by życie wymknęło się spod kontroli, gdy brakuje wsparcia.
„Przesłuchanie” (1982), reż. Ryszard Bugajski. Film o piosenkarce z kabaretu, która w czasach stalinowskich zostaje aresztowana i poddana brutalnym przesłuchaniom. Była to tak mocna krytyka systemu, że film przez lata pozostawał zakazany i premierę miał dopiero pod koniec lat 80. Krystyna Janda otrzymała za tę rolę nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Cannes. To film, który wymaga odporności, ale rola Jandy należy do najwybitniejszych w historii polskiego aktorstwa. To kino, które pokazuje siłę człowieka w zderzeniu z bezwzględnym systemem.
„Seksmisja” (1983), reż. Juliusz Machulski. Lżejsza propozycja, choć z drugim dnem. Dwóch mężczyzn budzi się po latach hibernacji w podziemnym świecie, w którym nie ma już mężczyzn, a władzę sprawują kobiety. Kultowa komedia pełna cytatów, które weszły do języka, bawi się stereotypami płci i jednocześnie jest satyrą na system totalitarny. Warto obejrzeć ją dziś na nowo i zastanowić się, jak zmieniło się nasze spojrzenie na jej żarty.
„Kogel-mogel” (1988), reż. Roman Załuski. Kasia Solska, dziewczyna ze wsi, ucieka przed zaaranżowanym ślubem do Warszawy, gdzie chce studiować, a zatrudnia się jako opiekunka do dziecka w rodzinie profesora. Komedia, którą wiele osób zna na pamięć, opowiada w gruncie rzeczy o kobiecej determinacji i prawie do decydowania o własnym życiu. Ciepła, zabawna i wciąż oglądana chętnie przez kolejne pokolenia. Sukces filmu sprawił, że po latach powstały jego kolejne części.
Przełom wieków – nowe spojrzenie
Po 1989 roku polskie kino zaczęło mówić o rzeczach wcześniej przemilczanych: o ekonomicznych dramatach transformacji, przemocy, krzywdach wojennych i życiu codziennym bez upiększeń. Coraz częściej też wątki kobiece opowiadane są z perspektywy samych kobiet.
„Podwójne życie Weroniki” (1991), reż. Krzysztof Kieślowski. Dwie kobiety, Polka Weronika i Francuzka Véronique, wyglądają identycznie i nie wiedzą o swoim istnieniu, a jednak ich losy są w tajemniczy sposób połączone. Film zachwyca zdjęciami w ciepłych, złotych barwach i muzyką Zbigniewa Preisnera. Irène Jacob, odtwórczyni obu ról, otrzymała za nie nagrodę dla najlepszej aktorki w Cannes. To film, który bardziej się czuje, niż rozumie. Najlepiej oglądać go w skupieniu, bez telefonu w dłoni – wtedy jego magia działa najmocniej.
„Plac Zbawiciela” (2006), reż. Krzysztof Krauze i Joanna Kos-Krauze. Młoda rodzina czeka na mieszkanie w nowym bloku, a do tego czasu musi zamieszkać z teściową. Kredyt, oszukańczy deweloper, problemy finansowe i napięcia w rodzinie prowadzą do dramatu, który rozgrywa się na oczach widza. Jowita Budnik w roli Beaty pokazuje, jak łatwo stracić grunt pod nogami, gdy nikt nie słucha i nie pomaga. Film boleśnie aktualny, choć powstał niemal dwadzieścia lat temu. Po seansie trudno nie zastanawiać się, ile podobnych historii dzieje się tuż obok nas.
„33 sceny z życia” (2008), reż. Małgorzata Szumowska. Młoda artystka w krótkim czasie traci oboje rodziców, a jej życie rozpada się na kawałki. Film opowiada o żałobie, rodzinie i bezradności wobec choroby bez sentymentalizmu, czasem z zaskakującym, czarnym humorem. W główną rolę wcieliła się niemiecka aktorka Julia Jentsch. To kameralne, bardzo osobiste kino, które zostaje w pamięci na długo.
„Róża” (2011), reż. Wojciech Smarzowski. Tuż po wojnie były żołnierz przyjeżdża na Mazury, by przekazać wdowie po poległym towarzyszu informację o jego śmierci. Tytułowa Róża, grana przez Agatę Kuleszę, to kobieta, która przeszła przez piekło wojny i wciąż musi walczyć o przetrwanie. To film brutalny i bardzo trudny, ale też niezwykle przejmujący, opowiadający o krzywdach, o których przez lata milczano.

Nowe polskie kino – kobiety na pierwszym planie
W ostatnich kilkunastu latach polskie filmy regularnie zdobywają nagrody na najważniejszych festiwalach świata, a wiele z nich stawia w centrum kobiece postacie. Rośnie też liczba reżyserek, które opowiadają historie po swojemu – odważnie, często z humorem i bez taryfy ulgowej.
„Ida” (2013), reż. Paweł Pawlikowski. W latach 60. młoda nowicjuszka, wychowana w klasztorze, przed złożeniem ślubów poznaje swoją ciotkę i dowiaduje się, że jest Żydówką, a jej rodzina zginęła w czasie wojny. Wspólna podróż obu kobiet, zagranych przez Agatę Trzebuchowską i Agatę Kuleszę, to opowieść o tożsamości, winie i wyborze. Film otrzymał Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego – pierwszego w historii dla polskiej produkcji w tej kategorii. Oszczędne, czarno-białe kadry sprawiają, że każda scena wygląda jak starannie skomponowana fotografia.
„Body/Ciało” (2015), reż. Małgorzata Szumowska. Opowieść o ojcu, prokuratorze, i jego córce, którzy po śmierci żony i matki nie potrafią się porozumieć, oraz o terapeutce, która próbuje im pomóc. Film łączy dramat z czarnym humorem i pyta o to, jak radzimy sobie ze stratą. Został nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem za reżyserię na festiwalu w Berlinie. Szumowska to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich reżyserek na świecie, a jej filmy często poruszają tematy cielesności i relacji.
„Córki dancingu” (2015), reż. Agnieszka Smoczyńska. Jeden z najbardziej oryginalnych polskich filmów ostatnich lat: musical, horror i baśń w jednym. Dwie syreny wychodzą z wody i trafiają do warszawskiego klubu dancingowego w latach 80., gdzie zaczynają występować jako piosenkarki. Film, nagrodzony na festiwalu w Sundance, to opowieść o dorastaniu, pożądaniu i cenie, jaką płaci się za miłość, inspirowana baśnią o małej syrence.
„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” (2017), reż. Maria Sadowska. Biograficzny film o lekarce ginekolożce, która w PRL-u walczyła o wydanie książki o seksualności i miłości, stawiając czoła cenzurze i obyczajowym przesądom. Magdalena Boczarska stworzyła wyrazistą, pełną energii kreację. To film o odwadze, kobiecej niezależności i przełamywaniu tabu, a przy tym ciepła, chwilami zabawna opowieść o niezwykłej kobiecie.
„Zimna wojna” (2018), reż. Paweł Pawlikowski. Historia burzliwej miłości śpiewaczki Zuli i muzyka Wiktora na tle powojennej Polski, Paryża i Europy podzielonej żelazną kurtyną. Joanna Kulig stworzyła rolę, która przyniosła jej międzynarodowe uznanie, a Pawlikowski otrzymał nagrodę za reżyserię w Cannes. Czarno-białe zdjęcia i muzyka sprawiają, że film ogląda się jak poemat o miłości, której nie da się ani przeżyć, ani porzucić. To dobry wybór na wieczór, gdy ma się ochotę na wielką, filmową miłość bez hollywoodzkiego happy endu.
Klasykę polskiego kina coraz łatwiej obejrzeć w dobrej jakości. Wiele starszych filmów zostało cyfrowo zrekonstruowanych i pokazuje się je w kinach studyjnych, na przeglądach i festiwalach, a także udostępnia w serwisach internetowych z polskimi filmami. Warto sprawdzić też ofertę lokalnych dyskusyjnych klubów filmowych i bibliotek, które organizują pokazy z rozmową po seansie.
Ciekawym pomysłem na zimowe wieczory jest filmowy maraton z przyjaciółkami lub w rodzinie: jeden film tygodniowo, po nim rozmowa przy herbacie. Porównywanie, jak różne pokolenia odbierają te same historie, potrafi być równie ciekawe jak sam seans. Mama może pamiętać premierę „Kogla-mogla” w kinie, a córka zobaczy w nim zupełnie inne rzeczy.
Ta lista to oczywiście tylko początek. Polskie kino ma wiele innych tytułów wartych uwagi, a w ostatnich latach coraz więcej filmów reżyserują kobiety, co zmienia sposób, w jaki opowiadane są kobiece historie. Jeśli lubisz wieczory z dobrą historią, zajrzyj też do naszego zestawienia klasycznych książek na długie wieczory – kilka z wymienionych filmów to ekranizacje wybitnej literatury. A jeśli chcesz spędzić wieczór poza domem, kilka podpowiedzi znajdziesz w tekście o teatrze, operze i filharmonii dla początkujących.

