Mała czarna sukienka, perły, wielkie okulary przeciwsłoneczne, baleriny i wąskie spodnie do kostek. Ponad sześćdziesiąt lat po premierze „Śniadania u Tiffany’ego” styl Audrey Hepburn wciąż wraca na wybiegi, do sesji modowych i do naszych szaf. Dlaczego tak trudno o nim zapomnieć i czego może nas dziś nauczyć?
Audrey Hepburn była jedną z największych gwiazd złotej ery Hollywood, laureatką Oscara i ikoną elegancji, a w ostatnich latach życia – ambasadorką UNICEF, poświęconą pomocy dzieciom. Jej wizerunek przetrwał dekady nie dlatego, że goniła za modą, ale dlatego, że stworzyła styl, który do dziś wydaje się świeży, prosty i zaskakująco łatwy do przeniesienia na współczesne realia. Przyglądamy się, skąd się wziął i jak go nosić dziś, bez przebierania się za postać z filmu.
Dziewczyna, która nie pasowała do kanonu
Audrey Hepburn urodziła się w 1929 roku w Brukseli. Dzieciństwo i lata wojny spędziła w dużej mierze w Holandii, gdzie przeżyła okupację i głód ostatniej wojennej zimy. Marzyła o karierze baletnicy i przez lata intensywnie trenowała taniec, ale ostatecznie trafiła na scenę musicalową, a potem przed kamerę. Na początku lat 50. zagrała na Broadwayu w sztuce „Gigi”, a w 1953 roku światową sławę przyniosło jej „Rzymskie wakacje”, za które otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki.
Potem przyszły kolejne role, które dziś należą do klasyki kina: „Sabrina” z 1954 roku, musical „Zabawna buzia” z 1957 roku, w którym zatańczyła słynną scenę w czarnym golfie i spodniach, „Śniadanie u Tiffany’ego” z 1961 roku, „Szarada” z 1963 roku i „My Fair Lady” z 1964 roku. W każdym z tych filmów stroje odgrywały ważną rolę, a wiele z nich przeszło do historii mody równie wyraźnie jak same filmy. W „Rzymskich wakacjach” widzowie zobaczyli, jak bohaterka ścina długie włosy na krótko, a ta scena na długo rozsławiła krótką, chłopięcą fryzurę z grzywką.
Jej uroda była wówczas czymś nowym. Hollywood lat 50. lansowało ideał kobiety o wyraźnych krągłościach, a Hepburn była wysoka, bardzo szczupła, z długą szyją, krótkimi włosami z grzywką i dużymi oczami podkreślonymi wyrazistymi brwiami. Zamiast próbować dopasować się do kanonu, stworzyła własny. Jej sylwetka i sposób noszenia ubrań wynikały w dużej mierze z baletowej przeszłości: prosta postawa, lekkość ruchów i zamiłowanie do wygody, które było w tamtych czasach niemal rewolucyjne.
To właśnie ta naturalność sprawiła, że miliony kobiet uznały ją za swoją ikonę. Hepburn nie wyglądała jak niedostępna gwiazda w futrze, tylko jak dziewczyna, z którą można by wyjść na kawę – tyle że ubrana z niezwykłą starannością.
Przyjaźń z Givenchym i mała czarna
Ogromny wpływ na styl Hepburn miała jej wieloletnia współpraca i przyjaźń z francuskim projektantem Hubertem de Givenchym. Zaczęła się przy filmie „Sabrina” z 1954 roku i trwała przez dziesięciolecia. Givenchy projektował dla niej kostiumy filmowe i prywatne stroje, a ona stała się twarzą jego elegancji: prostych, idealnie skrojonych sukienek, płaszczy i garsonek, w których liczyła się linia, a nie ozdoby.
Najsłynniejszym efektem tej współpracy jest czarna, długa suknia z filmu „Śniadanie u Tiffany’ego” z 1961 roku, w której Holly Golightly je rogalika przed wystawą jubilera. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych ujęć w historii kina, a sama suknia stała się symbolem „małej czarnej” – choć w filmie miała długość do ziemi. W 2006 roku jeden z egzemplarzy tej kreacji został sprzedany na aukcji w Londynie za kilkaset tysięcy funtów, a dochód przekazano na cele dobroczynne.
Givenchy pomagał Hepburn kreować wizerunek, ale to ona nadawała jego projektom życie. Z jej garderoby filmowej i prywatnej pochodzi wiele elementów, które dziś uważamy za klasykę: dekolt w łódkę, czasem nazywany dekoltem Sabriny, proste sukienki z wyciętym dekoltem na plecach, krótkie rękawiczki, perły noszone do prostych czarnych ubrań.
Hepburn rozumiała też, że ubranie ma pracować na postać, a nie ją przyćmiewać. Wiele jej filmowych kostiumów było prostych w formie, a efekt budowały detale: wysoko poprowadzona talia, dobrze dobrana długość, idealnie dopasowane ramiona. To dlatego jej stroje tak dobrze wyglądają na zdjęciach nawet dziś, kilkadziesiąt lat później – nie ma w nich elementów, które zdradzałyby sezon, w którym powstały.

Elementy stylu, które przetrwały
Styl Hepburn opierał się na kilku powtarzających się elementach, które łatwo rozpoznać. Wąskie, czarne spodnie sięgające do kostek, często w połączeniu z prostym czarnym golfem i płaskimi butami, stworzyły sylwetkę, którą do dziś naśladują projektanci. Baleriny, które nosiła na co dzień zamiast szpilek, były w tamtych czasach nietypowym wyborem dla gwiazdy, a dziś są jednym z najbardziej uniwersalnych modeli butów. Do tego białe, męskie koszule, trencze, proste płaszcze, apaszki wiązane pod brodą lub na szyi i duże, ciemne okulary przeciwsłoneczne.
Baleriny i wąskie spodnie do kostek to dwa elementy, które dzięki niej przeszły z garderoby tancerek do codziennej mody. Według wielu relacji Hepburn nosiła płaskie buty także dlatego, że była wysoka i nie chciała dominować wzrostem nad partnerami z planu. Niezależnie od powodów efekt okazał się ponadczasowy: płaskie buty w połączeniu z wąskimi spodniami optycznie wydłużają sylwetkę i dają swobodę ruchu, a przy tym wyglądają elegancko.
W jej stylu prawie nie było krzykliwych wzorów, logo i nadmiaru dodatków. Kolory były stonowane: czerń, biel, beż, granat, pastele. Wszystko było dopasowane, ale nie obcisłe, a całość robiła wrażenie przemyślanej, choć nie przesadnie wystudiowanej. Siłą stylu Hepburn była konsekwencja – przez lata nosiła podobne fasony, bo wiedziała, w czym czuje się najlepiej.
Ważny był też makijaż i fryzura: wyraźne, gęste brwi, kreska na górnej powiece, rzęsy podkreślone tuszem, delikatne usta, a do tego krótka fryzura z grzywką albo elegancki kok. Ten zestaw do dziś pojawia się w sesjach inspirowanych latami 50. i 60.
Dziś łatwo przenieść go do codziennego makijażu bez efektu przebrania: wystarczy podkreślić i lekko wyczesać brwi, narysować cienką kreskę przy linii rzęs, wytuszować rzęsy i nałożyć na usta pomadkę w odcieniu nude lub delikatnego różu. Całość wygląda świeżo i elegancko, a zajmuje kilka minut.
Mniej znaczy więcej – w ubraniach i w makijażu.
Jak nosić styl Hepburn dziś
Najprostszym sposobem na odrobinę stylu Hepburn jest sięgnięcie po klasyczne elementy, które i tak warto mieć w szafie. Czarne spodnie do kostek, prosty golf, baleriny lub loafersy i trencz to zestaw, który świetnie sprawdzi się w biurze, na mieście i w podróży. Dobrze skrojona czarna sukienka bez zbędnych ozdób, uzupełniona perłami albo delikatną biżuterią, to strój na niemal każdą elegantszą okazję. A duże okulary przeciwsłoneczne i apaszka dodadzą całości filmowego charakteru.
Kilka konkretnych pomysłów na zestawy. Do pracy: czarne spodnie do kostek, biała koszula z podwiniętymi rękawami, beżowy trencz i loafersy. Na weekend w mieście: granatowy sweter w paski lub prosty golf, ciemne dżinsy z prostą nogawką, baleriny i duże okulary. Na wieczorne wyjście: czarna sukienka do kolan z dekoltem w łódkę, delikatne perły albo jeden pierścionek, czółenka na niewysokim obcasie i mała torebka. W każdym z tych zestawów jest jedno: prostota, dobra jakość materiałów i krój dopasowany do sylwetki. Nie trzeba mieć sukienki od wielkiego projektanta, żeby wyglądać elegancko – wystarczy, że ubranie dobrze leży.
Nie chodzi jednak o kopiowanie kostiumów. Hepburn uczy przede wszystkim podejścia: wybierania prostych, dobrej jakości ubrań, dopasowanych do sylwetki, i noszenia ich z pewnością siebie. To podejście bliskie temu, co dziś nazywamy szafą kapsułową czy modą na lata – piszemy o tym w artykule o fashion longevity. Dobrym punktem wyjścia jest też porządnie dobrany płaszcz na lata, który był jednym z filarów jej garderoby.
Warto pamiętać, że styl Hepburn był też wyrazem jej osobowości – skromności, poczucia humoru i dystansu do siebie. W ostatnich latach życia, jako ambasadorka UNICEF, jeździła do najbiedniejszych regionów świata, by zwracać uwagę na los dzieci, i to ta część jej biografii dla wielu osób jest dziś równie ważna jak filmy. Być może właśnie dlatego jej wizerunek tak dobrze się zestarzał: elegancja była u niej czymś więcej niż ubraniem.
Audrey Hepburn zmarła w 1993 roku w Szwajcarii, ale jej styl wciąż żyje. Czasem wystarczy prosta czarna sukienka i baleriny, by poczuć odrobinę tej lekkości. Jeśli bliższa jest ci bardziej kobieca, klasyczna elegancja tamtej epoki, zajrzyj do tekstu o stylu Grace Kelly.
