Więcej włosów na szczotce, w odpływie prysznica i na swetrze. Wiele kobiet zauważa to co roku mniej więcej w tym samym czasie, pod koniec lata i jesienią. Czy to sezonowe zjawisko, które samo minie, czy sygnał, że coś się dzieje w organizmie? Odpowiedź zależy od kilku szczegółów, które warto znać.
Wypadanie włosów to jeden z tych tematów, które potrafią wywołać sporo niepokoju. Włosy są dla wielu z nas ważną częścią wyglądu i poczucia kobiecości, a widok garści włosów po myciu głowy bywa naprawdę przerażający. Dobra wiadomość jest taka, że w wielu przypadkach jesienne wypadanie jest przejściowe i niegroźne. Zła – że czasem pod sezonowym wytłumaczeniem kryje się problem, który warto zdiagnozować, zanim włosów ubędzie wyraźnie.
Czy jesienią naprawdę wypada więcej włosów
Żeby zrozumieć, skąd biorą się sezonowe wahania, trzeba wiedzieć, jak rośnie włos. Każdy z nich przechodzi przez kolejne fazy. Najdłuższa jest faza wzrostu, czyli anagen, która u włosów na głowie trwa zwykle kilka lat. Potem przychodzi krótka faza przejściowa, a po niej faza spoczynku, czyli telogen, trwająca około kilku miesięcy. Na jej końcu włos wypada, a w jego miejscu z tego samego mieszka zaczyna rosnąć nowy. W danym momencie większość włosów na głowie jest w fazie wzrostu, a tylko niewielka ich część odpoczywa i przygotowuje się do wypadnięcia.
Proporcje między tymi fazami nie są stałe przez cały rok. Badania, w których analizowano włosy osób zdrowych w różnych miesiącach, wskazują, że latem większa część włosów przechodzi w fazę spoczynku, a ponieważ ta faza trwa kilka miesięcy, ich wypadanie przypada właśnie na koniec lata i jesień. Część badaczy łączy to z ewolucyjnym dziedzictwem, podobnym do linienia u zwierząt, inni z wpływem słońca i długości dnia. Mechanizm nie jest do końca wyjaśniony, ale samo zjawisko sezonowego wypadania jest dobrze opisane.
Co ważne, takie sezonowe wypadanie dotyczy włosów równomiernie na całej głowie, nie tworzy łysych placków i mija samo po kilku tygodniach. Po nim zaczynają odrastać nowe włosy, które widać często jako krótkie, sterczące „baby hair” przy linii czoła.
Jesienią do sezonowego wypadania dokłada się jeszcze jedno zjawisko, łatwe do pomylenia z utratą włosów: łamanie się włosów zniszczonych latem. Słońce, słona woda morska, chlor z basenów i częste mycie po plaży osłabiają łodygę włosa, czyli tę jego część, która już wyrosła ponad skórę. Takie włosy stają się suche, matowe i kruche, a jesienią, przy szczotkowaniu, zaczynają się łamać. Na szczotce zostają wtedy krótsze lub dłuższe fragmenty włosów bez charakterystycznej białej cebulki na końcu. To nie jest wypadanie w ścisłym sensie, ale efekt bywa podobny – fryzura wygląda na rzadszą, a końcówki na przerzedzone.
Warto też powiedzieć wprost, że wypadanie włosów, nawet całkowicie niegroźne, bywa dla wielu kobiet emocjonalnie trudne. Każde mycie głowy staje się źródłem napięcia, a myśli krążą wokół tego, czy włosów wystarczy na kolejne miesiące. Ten niepokój jest zrozumiały i nie świadczy o próżności. Jeśli zaczyna mocno wpływać na samopoczucie, to także dobry powód, by porozmawiać ze specjalistą i dowiedzieć się, z czym naprawdę masz do czynienia, zamiast zamartwiać się w ciszy.
Ile włosów dziennie to norma
Często powtarza się, że codziennie wypada od kilkudziesięciu do około stu włosów i to wciąż mieści się w normie. To przybliżona wartość, a nie granica, którą trzeba skrupulatnie liczyć. Liczba wypadających włosów zależy od ich gęstości, długości i sposobu pielęgnacji. W dniu mycia głowy wypada ich zwykle wyraźnie więcej, bo woda i szampon wypłukują te, które i tak były gotowe do wypadnięcia. U osób, które myją włosy rzadko, po każdym myciu może to wyglądać dramatycznie, choć w przeliczeniu na dzień wszystko jest w normie.
Długie włosy dodatkowo optycznie zwiększają problem. Sto długich włosów zebranych z odpływu wygląda jak pokaźny kłębek, podczas gdy tyle samo krótkich byłoby prawie niezauważalne. Dlatego zamiast liczyć włosy, lepiej obserwować inne sygnały: czy przedziałek się poszerza, czy kucyk jest wyraźnie cieńszy niż kiedyś, czy przez włosy zaczyna prześwitywać skóra, czy wypadanie trwa nieprzerwanie od wielu miesięcy.
Znacznie więcej mówi wygląd całej fryzury niż liczba włosów w odpływie.
Dermatolodzy wykonują czasem prosty test pociągania. Polega on na delikatnym pociągnięciu niewielkiego pasma włosów i sprawdzeniu, ile z nich zostaje w dłoni. Jeśli wyraźnie więcej niż kilka, może to świadczyć o nasilonym wypadaniu. Taki test ma jednak sens w gabinecie, w połączeniu z oceną skóry głowy, a nie jako domowy sposób na samodzielną diagnozę.

Gdy włosy reagują z opóźnieniem
Jednym z najczęstszych powodów nagłego, rozlanego wypadania włosów jest stan, który lekarze nazywają łysieniem telogenowym. Dochodzi do niego wtedy, gdy jakiś silny bodziec sprawia, że duża część włosów jednocześnie przechodzi z fazy wzrostu do fazy spoczynku. Najbardziej mylące jest to, że skutki pojawiają się z opóźnieniem. Włosy zaczynają masowo wypadać zwykle dwa, trzy miesiące po wydarzeniu, które to wywołało, kiedy często nikt już o nim nie pamięta.
Takim bodźcem może być wysoka gorączka, ciężka infekcja, operacja, poród, gwałtowna utrata wagi, bardzo restrykcyjna dieta, odstawienie hormonalnej antykoncepcji, silny stres, a także niektóre leki. Dlatego jesienne wypadanie włosów u kogoś, kto latem przeszedł ciężką chorobę, zmienił drastycznie sposób odżywiania albo przeżywał trudny okres, może mieć z sezonem niewiele wspólnego.
Bardzo charakterystyczne jest wypadanie włosów po porodzie. W ciąży, pod wpływem hormonów, wiele włosów dłużej pozostaje w fazie wzrostu, dlatego wiele kobiet ma wtedy wyjątkowo gęste włosy. Po porodzie te włosy przechodzą w fazę spoczynku niemal jednocześnie i kilka miesięcy później zaczynają wypadać. Dla młodej mamy, która i tak jest zmęczona i niewyspana, to bywa przykre, ale zazwyczaj jest stanem przejściowym.
Łysienie telogenowe zwykle mija samo, gdy ustąpi jego przyczyna, choć pełne odrośnięcie włosów może zająć wiele miesięcy. Nie oznacza to jednak, że nie warto skonsultować się z lekarzem, zwłaszcza jeśli wypadanie jest bardzo nasilone albo trwa dłużej niż kilka miesięcy. Czasem przewlekły stres czy niedobory sprawiają, że ten stan się przeciąga.
Stres zasługuje tu na osobne zdanie, bo wpływa na włosy na kilka sposobów. Krótkotrwały, bardzo silny stres może wywołać opisane wyżej masowe przejście włosów w fazę spoczynku. Przewlekłe napięcie, trwające miesiącami, często idzie w parze z gorszym snem, nieregularnym jedzeniem i zaniedbywaniem siebie, co dodatkowo osłabia organizm. Do tego dochodzi błędne koło: wypadające włosy stają się kolejnym źródłem stresu. Dlatego dbanie o odpoczynek, sen i równowagę psychiczną nie jest w tym kontekście ozdobnikiem, ale realną częścią troski o włosy. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień, ale nawet drobne zmiany, takie jak regularne pory snu czy codzienny spacer, mają znaczenie.
Kiedy to nie sezon
Są sytuacje, w których wypadanie włosów nie jest ani sezonowe, ani przejściowe, i wymaga wyjaśnienia. Jedną z częstszych przyczyn u kobiet są niedobory, przede wszystkim żelaza. Niskie zapasy żelaza w organizmie mogą występować nawet wtedy, gdy wyniki morfologii są jeszcze prawidłowe, a u kobiet miesiączkujących, zwłaszcza obficie, czy na dietach z małą ilością mięsa zdarzają się wcale nierzadko. Znaczenie mają też inne składniki, na przykład białko, a w niektórych sytuacjach cynk czy witamina D.
Włosy są bardzo wrażliwe na zaburzenia pracy tarczycy, zarówno jej niedoczynność, jak i nadczynność. Często wypadanie włosów jest jednym z pierwszych zauważalnych objawów, obok zmęczenia, zmian wagi, uczucia zimna lub gorąca. Wpływ mają również zaburzenia hormonalne związane z androgenami, na przykład w zespole policystycznych jajników.
Zupełnie inny mechanizm ma łysienie androgenowe, które u kobiet objawia się zwykle stopniowym przerzedzaniem się włosów na czubku głowy i poszerzaniem przedziałka, przy zachowanej linii czoła. Ma podłoże genetyczne i hormonalne, nasila się często po menopauzie i nie mija samo. Dobrze reaguje na leczenie, ale im wcześniej się je zacznie, tym lepiej.
Osobnym etapem jest okres okołomenopauzalny. Spadek poziomu estrogenów sprawia, że u wielu kobiet włosy stają się cieńsze, rosną wolniej i mniej ich na głowie, a jednocześnie ujawnia się wpływ androgenów, które wcześniej były „równoważone” przez hormony żeńskie. Zmienia się też struktura włosa – bywa bardziej sucha i szorstka. To naturalny proces, ale nie trzeba go biernie akceptować. Warto porozmawiać o nim z ginekologiem lub dermatologiem, a więcej o tym, co dzieje się z ciałem w tym czasie, przeczytasz w artykule o menopauzie i perimenopauzie.
Niepokój powinny też budzić okrągłe, gładkie łyse placki, które mogą świadczyć o łysieniu plackowatym, zmiany na skórze głowy, takie jak zaczerwienienie, łuszczenie, swędzenie, ból czy krosty, a także łamanie się włosów na różnej wysokości. Wypadanie włosów może być też skutkiem ciasnych upięć noszonych latami, na przykład ciasnych kucyków czy warkoczyków, które stale ciągną włosy przy linii czoła i skroniach.

Wizyta u specjalisty i badania
Kiedy iść do lekarza? Zdecydowanie wtedy, gdy wypadanie trwa dłużej niż dwa, trzy miesiące, jest bardzo nasilone, pojawiają się łyse placki, zmiany na skórze głowy albo inne niepokojące objawy, takie jak przewlekłe zmęczenie, zaburzenia miesiączkowania czy nagła zmiana wagi. Pierwszym krokiem może być lekarz rodzinny, który oceni ogólny stan zdrowia, a specjalistą od chorób włosów i skóry głowy jest dermatolog. Pomocne bywają też konsultacje u trychologa, czyli specjalisty zajmującego się włosami, choć warto pamiętać, że diagnozę i leczenie chorób prowadzi lekarz.
Lekarz może zlecić badania krwi, które pomogą znaleźć przyczynę. Najczęściej są to morfologia, oznaczenie ferrytyny, czyli wskaźnika zapasów żelaza, badania tarczycy, a w zależności od sytuacji także poziom witaminy D, hormonów płciowych czy inne parametry. Dermatolog może też obejrzeć skórę głowy i włosy w powiększeniu, w badaniu nazywanym trichoskopią, które pozwala odróżnić od siebie różne rodzaje łysienia.
Przed wizytą dobrze jest się przygotować. Zanotuj, od kiedy zauważasz wzmożone wypadanie, czy coś szczególnego wydarzyło się kilka miesięcy wcześniej – choroba, poród, stres, zmiana diety czy leków – i jakie preparaty oraz suplementy przyjmujesz. Pomocne bywają też zdjęcia przedziałka czy czubka głowy robione co kilka tygodni w podobnym świetle, bo pozwalają obiektywnie ocenić, czy włosów faktycznie ubywa. Na sam dzień wizyty lepiej nie myć włosów tuż przed wyjściem i nie nakładać na nie kosmetyków do stylizacji, żeby lekarz mógł dobrze obejrzeć skórę głowy.
Jedna ważna uwaga przed badaniami: jeśli przyjmujesz suplementy z biotyną, powiedz o tym lekarzowi i laboratorium. Wysokie dawki biotyny mogą zafałszowywać wyniki niektórych badań laboratoryjnych, w tym hormonów tarczycy, co może prowadzić do błędnych wniosków. Zwykle zaleca się odstawienie takich preparatów na kilka dni przed pobraniem krwi, ale szczegóły warto ustalić z lekarzem.
Nie warto zwlekać.
Pielęgnacja, która pomaga przetrwać
Pielęgnacja nie zatrzyma wypadania, które ma przyczynę wewnętrzną, ale może sprawić, że włosy będą mniej się łamać i wyglądać lepiej, a skóra głowy będzie w dobrej kondycji. Przy nasilonym wypadaniu warto obchodzić się z włosami delikatnie. Rozczesuj je od końców w stronę nasady, szczotką lub grzebieniem o rzadkich zębach, a mokre włosy osuszaj, odciskając je w ręcznik, a nie trąc. Ogranicz wysoką temperaturę suszarki i prostownicy, a jeśli z nich korzystasz, używaj kosmetyków z termoochroną.
Dobrze jest też zrezygnować na jakiś czas z ciasnych upięć, gumek z metalowymi elementami i spinek, które ciągną włosy. Luźny warkocz, miękka gumka spiralna czy jedwabna frotka są dla nich łagodniejsze. Skóra głowy lubi regularne, łagodne mycie – wbrew obawom częste mycie głowy samo w sobie nie powoduje wypadania włosów, a pozostawianie sebum i resztek kosmetyków przez wiele dni nie służy skórze.
Ogromne znaczenie ma sposób odżywiania. Włosy potrzebują budulca, a w diecie bardzo ubogiej w białko, kalorie czy żelazo organizm traktuje je jako mniej ważne niż narządy niezbędne do życia. Restrykcyjne diety odchudzające są jedną z częstszych przyczyn przerzedzania się włosów kilka miesięcy później. Zbilansowana dieta z odpowiednią ilością białka, warzyw, produktów pełnoziarnistych i zdrowych tłuszczów to podstawa, której nie zastąpi żaden suplement.

Kiedy włosy są wyraźnie cieńsze, dużo może zrobić dobra fryzura. Fryzjer potrafi dobrać cięcie, które optycznie doda objętości – często krótsze lub do ramion, z lekkimi warstwami, bo bardzo długie, ciężkie włosy przy przerzedzeniu wyglądają na rzadsze. Pomaga też zmiana przedziałka, który przy noszeniu w jednym miejscu przez lata potrafi się poszerzać, oraz kolor. Wielotonowe, miękkie odcienie, takie jak modny blurred brown, sprawiają, że prześwitująca skóra głowy jest mniej widoczna niż przy jednolitym, bardzo ciemnym kolorze. Przy farbowaniu w okresie nasilonego wypadania warto jednak uprzedzić fryzjera i wybierać łagodne metody.
Warto też zadbać o ochronę przed słońcem i chlorowaną wodą latem oraz o odpowiednie nawilżenie włosów w sezonie grzewczym, kiedy suche powietrze sprawia, że stają się kruche i łatwiej się łamią. Złamane włosy nie wypadają z cebulką, ale też potrafią sprawić, że fryzura wygląda na rzadszą. Jeśli marzysz o włosach gładkich i lśniących, zajrzyj do naszego tekstu o pielęgnacji glass hair.

Suplementy i domowe sposoby – co ma sens
Półki w aptekach i drogeriach uginają się od suplementów „na włosy”, a internet pełen jest domowych sposobów. Warto podchodzić do nich z rozsądkiem. Suplementacja pomaga przede wszystkim wtedy, gdy rzeczywiście brakuje jakiegoś składnika. Uzupełnienie potwierdzonego niedoboru żelaza czy witaminy D może poprawić stan włosów, ale przyjmowanie kolejnych tabletek przez osobę, której niczego nie brakuje, zwykle niewiele daje, a w przypadku niektórych składników, na przykład żelaza, może nawet zaszkodzić. Dlatego suplementację żelaza najlepiej prowadzić po badaniach i w porozumieniu z lekarzem.
Biotyna jest jednym z najpopularniejszych składników preparatów na włosy, ale jej niedobór u osób zdrowych, dobrze odżywionych zdarza się rzadko, a dowody na jej skuteczność u osób bez niedoboru są słabe. Popularne są też olejki, na przykład z rozmarynu, wcierki ziołowe i masaże skóry głowy. Masaż jest przyjemny i może poprawiać samopoczucie, a niektóre niewielkie badania sugerują korzyści z niektórych olejków, ale na ich podstawie trudno wyciągać mocne wnioski. Takie domowe metody mogą być miłym uzupełnieniem pielęgnacji, ale nie leczeniem.
Ostrożność warto zachować wobec produktów, które obiecują „zatrzymanie wypadania w siedem dni” albo „odrost włosów w miesiąc”. Cykl życia włosa jest długi i żaden preparat nie przyspieszy go tak bardzo. Czerwoną lampką powinny być też wysokie ceny za „kurację” bez informacji o składzie i badaniach, sprzedaż wyłącznie przez internet z presją czasu, a także porady, by zamiast wizyty u lekarza kupić kolejny zestaw kosmetyków. Jeśli coś brzmi zbyt dobrze, by było prawdziwe, zwykle tak właśnie jest.
W przypadku łysienia androgenowego dobrze przebadane są preparaty z minoksydylem stosowane na skórę głowy, dostępne w aptekach. Nie są jednak dla każdego, a efekty pojawiają się dopiero po kilku miesiącach regularnego stosowania, dlatego decyzję o ich użyciu warto podjąć po rozmowie z lekarzem, który potwierdzi rodzaj łysienia.
Jeśli jesienią na szczotce zostaje więcej włosów niż zwykle, nie wpadaj od razu w panikę. Daj sobie kilka tygodni na obserwację, zadbaj o dietę i łagodną pielęgnację. A jeśli wypadanie się przeciąga, nasila albo towarzyszą mu inne objawy, potraktuj to jako sygnał, by sprawdzić, co dzieje się w organizmie. Włosy często mówią o naszym zdrowiu więcej, niż się wydaje.
