Za oknem ciemno już po szesnastej, na kanapie czeka koc, a w kubku paruje herbata. Długie jesienne wieczory to idealny czas na książki, które wymagają odrobiny skupienia i nagradzają cierpliwość. Klasyka ma tu szczególne miejsce: powieści, które czytaliśmy w szkole z obowiązku albo które od lat stoją na półce „na kiedyś”, po latach potrafią zaskoczyć zupełnie nowymi znaczeniami.
Poniżej subiektywny wybór klasyki polskiej i światowej, do której warto wrócić albo którą warto wreszcie przeczytać. Są tu grube sagi na całą jesień i krótkie powieści na jeden czy dwa wieczory. Wszystkie łączy to, że przetrwały próbę czasu i wciąż mają czytelnikom coś do powiedzenia.
Polska klasyka, którą warto przeczytać jeszcze raz
„Lalka” Bolesława Prusa to powieść, którą większość z nas zna ze szkoły, często w okrojonej wersji i w pośpiechu przed sprawdzianem. Wydana w formie książkowej w 1890 roku historia Stanisława Wokulskiego i jego obsesyjnej miłości do Izabeli Łęckiej jest jednak czymś znacznie więcej niż romansem. To panorama Warszawy drugiej połowy XIX wieku, portret społeczeństwa podzielonego na arystokrację, mieszczaństwo i biedotę, a także opowieść o ambicji, samotności i rozczarowaniu. Czytana jako dorosła osoba, „Lalka” często okazuje się zaskakująco aktualna, a pamiętnik starego subiekta Rzeckiego potrafi wzruszyć bardziej niż sam główny wątek.
„Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej, wydawane w latach 1932–1934, to wielotomowa saga rodzinna o Barbarze i Bogumile Niechcicach. Akcja toczy się na przełomie XIX i XX wieku, a w centrum jest małżeństwo dwojga bardzo różnych ludzi, codzienność, praca, wychowanie dzieci i niespełnione marzenia. To książka powolna, pełna szczegółów i obserwacji, idealna na długie wieczory, kiedy chce się zanurzyć w innym świecie na dłużej. Wiele czytelniczek odnajduje w Barbarze Niechcicowej, jej niepokojach i rozterkach, coś bardzo bliskiego.
„Chłopi” Władysława Reymonta to epopeja wiejskiego życia w Lipcach, podzielona na cztery tomy odpowiadające porom roku. Za tę powieść Reymont otrzymał w 1924 roku Literacką Nagrodę Nobla. Choć gwara i obszerne opisy mogą na początku odstraszać, warto dać im szansę – po kilkudziesięciu stronach język wciąga, a historia Jagny, Boryny i Antka nabiera dramatyzmu. Jesienią szczególnie dobrze czyta się tom „Jesień”, pełen deszczu, błota i napięcia.
„Granica” Zofii Nałkowskiej z 1935 roku jest krótsza, ale nie mniej intensywna. To psychologiczna powieść o Zenonie Ziembiewiczu, który chce być przyzwoitym człowiekiem, a stopniowo przekracza kolejne moralne granice. Ważne miejsce zajmują w niej postacie kobiet – Elżbieta Biecka i Justyna Bogutówna – oraz pytania o odpowiedzialność, klasę społeczną i to, jak bardzo jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni. Lektura szkolna, która dla dorosłego czytelnika brzmi zupełnie inaczej.
Jeśli masz ochotę na coś spokojniejszego, sięgnij po „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej z 1888 roku. Słynne opisy przyrody, które w szkole przewracało się kartka po kartce, czytane bez pośpiechu okazują się niemal medytacyjne, a historia Justyny Orzelskiej, ubogiej krewnej, która wybiera życie zgodne z własnymi wartościami, jest bardziej nowoczesna, niż pamiętamy.

Wielkie powieści o kobietach
„Duma i uprzedzenie” Jane Austen, wydana w 1813 roku, to jedna z najbardziej lubianych powieści w historii literatury. Historia Elizabeth Bennet i pana Darcy’ego bawi, wzrusza i wciąż inspiruje kolejne adaptacje filmowe i serialowe. Pod romantyczną fabułą kryje się jednak ostra, ironiczna obserwacja społeczeństwa, w którym los kobiety zależał niemal wyłącznie od dobrego zamążpójścia. Jeśli lubisz Austen, warto sięgnąć też po „Rozważną i romantyczną” czy „Emmę”.
„Jane Eyre” Charlotte Brontë z 1847 roku to opowieść o sierocie, która staje się guwernantką w ponurym dworze Thornfield i zakochuje się w jego tajemniczym właścicielu. Książka łączy romans z elementami powieści gotyckiej i opowieścią o kobiecie, która za wszelką cenę chce zachować niezależność i szacunek do samej siebie. Jesienne wieczory i wiatr za oknem to idealna oprawa. W tym samym roku ukazały się „Wichrowe Wzgórza” jej siostry, Emily Brontë – mroczniejsza, bardziej gwałtowna historia namiętności, która zamiast koić, niepokoi.
„Anna Karenina” Lwa Tołstoja, wydana w formie książkowej pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku, to opowieść o kobiecie, która dla miłości rzuca wyzwanie konwenansom rosyjskiej arystokracji. Obok jej tragicznej historii toczy się równoległy wątek Konstantego Lewina, szukającego sensu życia w pracy na wsi i w rodzinie. Gruba, wielowątkowa i niezwykle przenikliwa psychologicznie, to lektura na kilka tygodni, która potrafi zostać w głowie na długo. Podobny temat, choć w zupełnie innym tonie, podejmuje „Pani Bovary” Gustave’a Flauberta – historia Emmy, która ucieka od nudy prowincjonalnego życia w romanse i marzenia z powieści.
„Rebeka” Daphne du Maurier z 1938 roku to już klasyka XX wieku: młoda, bezimienna narratorka poślubia owdowiałego Maxima de Wintera i zamieszkuje w posiadłości Manderley, gdzie wszystko przypomina o jego pierwszej żonie. Atmosfera tajemnicy, zazdrości i niepokoju sprawia, że książkę trudno odłożyć, a mglista, jesienna sceneria idealnie pasuje do października i listopada.
„Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell z 1936 roku, nagrodzone Pulitzerem, to z kolei potężna saga o Scarlett O’Harze na tle wojny secesyjnej i odbudowy amerykańskiego Południa. Scarlett nie jest bohaterką, którą łatwo polubić – bywa egoistyczna, wyrachowana i uparta – ale właśnie dlatego jest tak fascynująca. Współczesny czytelnik zauważy też, jak bardzo książka idealizuje świat oparty na niewolnictwie, i warto czytać ją z tą świadomością. Na zupełnie inny, cieplejszy nastrój sprawdzą się „Małe kobietki” Louisy May Alcott z 1868 roku, historia czterech sióstr March dorastających w czasie tej samej wojny. Jo, która marzy o pisaniu i nie chce żyć tak, jak oczekuje się od dziewcząt, wciąż inspiruje kolejne pokolenia czytelniczek.
Krótsze klasyki na jeden lub dwa wieczory
Nie każdy ma czas i ochotę na tysiącstronicowe sagi. Na szczęście klasyka to także krótkie powieści, które można przeczytać w weekend albo w dwa, trzy wieczory.
„Wielki Gatsby” F. Scotta Fitzgeralda z 1925 roku to niewielka objętościowo powieść o blasku i pustce amerykańskich lat dwudziestych, o niespełnionej miłości i marzeniu, które okazuje się iluzją. W tym samym roku ukazała się „Pani Dalloway” Virginii Woolf, opowiadająca o jednym dniu z życia Clarissy Dalloway, która przygotowuje przyjęcie w Londynie. To książka napisana strumieniem świadomości, wymagająca skupienia, ale pięknie oddająca to, jak myśli płyną, mieszają się wspomnienia i teraźniejszość.
„Śniadanie u Tiffany’ego” Trumana Capote’a z 1958 roku to krótka powieść, którą wiele osób zna wyłącznie z filmu z Audrey Hepburn. Książka jest jednak mniej słodka i bardziej melancholijna niż ekranizacja, a postać Holly Golightly – bardziej złożona. Jeśli lubisz styl tamtej epoki, przeczytaj też nasz tekst o stylu Audrey Hepburn. Na grudniowe wieczory idealna będzie z kolei „Opowieść wigilijna” Karola Dickensa z 1843 roku, a na każdy wieczór, kiedy potrzebujesz czegoś czułego i mądrego, „Mały Książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, który czytany po latach okazuje się książką bardziej dla dorosłych niż dla dzieci.

Jak wrócić do klasyki i nie utknąć na trzecim rozdziale
Wiele osób ma do klasyki stosunek ambiwalentny. Kojarzy się ze szkołą, obowiązkiem, streszczeniami i nudą. Warto dać sobie prawo, by czytać ją inaczej: bez presji, we własnym tempie i bez obowiązku dotrwania do końca, jeśli książka naprawdę nie wciąga. Czasem wystarczy odłożyć ją na kilka miesięcy i wrócić w innym nastroju. Lektura, która w liceum wydawała się nie do przebrnięcia, po latach, z własnym bagażem doświadczeń, może okazać się zaskakująco bliska. Pomaga też wybór dobrego przekładu w przypadku literatury obcej – starsze tłumaczenia bywają ciężkie, a nowe potrafią tchnąć w tekst świeżość.
Dobrym sposobem na grube powieści jest czytanie w małych porcjach, na przykład rozdział dziennie, albo łączenie książki z audiobookiem, który można słuchać na spacerze czy podczas gotowania. Nie ma też nic złego w słuchaniu klasyki zamiast jej czytania – dobry lektor potrafi sprawić, że trudny tekst nagle ożywa. Wiele klasycznych tekstów, których autorzy zmarli ponad siedemdziesiąt lat temu, jest dostępnych legalnie i bezpłatnie w bibliotece internetowej Wolne Lektury, w formie e-booków i audiobooków. Warto też zajrzeć do lokalnej biblioteki, która często ma klasykę w różnych wydaniach, także z ładnymi ilustracjami.
Klasykę świetnie czyta się też we dwoje albo w grupie. Klub książki z przyjaciółkami, w którym co miesiąc omawiacie jedną powieść, to dobry pretekst do spotkań i do lektury, która sama mogłaby długo czekać na półce. Rozmowa o „Lalce” czy „Annie Kareninie” po latach często pokazuje, jak różnie można czytać tę samą historię.
A jeśli szukasz innych pomysłów na długie wieczory, zajrzyj do naszej listy pomysłów na jesienne wieczory. Książka, koc i ciepłe światło to jednak wciąż jeden z najlepszych sposobów na jesień.
