Strona główna » Makijaż po pięćdziesiątce – mniej znaczy więcej

Makijaż po pięćdziesiątce – mniej znaczy więcej

Autor: Karolina Sowińska
Uśmiechnięta kobieta po pięćdziesiątce nakłada palcami kremowy róż na kość policzkową przed lustrem

Po pięćdziesiątce wiele kobiet ma wrażenie, że makijaż, który przez lata sprawdzał się bez zarzutu, nagle zaczyna działać na niekorzyść. Podkład zbiera się w zmarszczkach, puder podkreśla suchość, kreska na powiece się rozmazuje, a szminka „ucieka” w drobne linie wokół ust. To nie znaczy, że trzeba zrezygnować z makijażu ani że jedyną opcją jest pełne krycie. Wręcz przeciwnie – skóra dojrzała najlepiej wygląda wtedy, gdy kosmetyków jest mniej, ale są lepiej dobrane i nałożone z wyczuciem.

W tym poradniku zbieramy zasady, które pomagają uzyskać świeży, promienny efekt: od przygotowania skóry, przez podkład i korektor, po oczy, brwi, policzki i usta. Bez nakazów, ile lat „wypada” mieć do danego koloru, i bez obietnic, że makijaż odejmie dziesięć lat. Chodzi o to, by wyglądać jak najlepsza wersja siebie – dziś.

Co zmienia się w skórze po 50. roku życia

Zmiany w skórze po pięćdziesiątce wynikają w dużej mierze z wahań i spadku poziomu estrogenów w okresie okołomenopauzalnym. Skóra staje się cieńsza i bardziej sucha, traci jędrność i elastyczność, a gruczoły łojowe produkują mniej sebum. Spowalnia też odnowa naskórka, przez co cera może wyglądać na matową i szarawą. Pojawiają się przebarwienia, rozszerzone naczynka, wyraźniejsze zmarszczki wokół oczu i ust oraz utrata objętości w okolicy policzków. O tym, co dzieje się z organizmem w tym okresie, piszemy szerzej w tekście o menopauzie i perimenopauzie.

Te zmiany przekładają się bezpośrednio na to, jak zachowują się kosmetyki. Matowe, pudrowe formuły osiadają na suchej skórze i podkreślają jej fakturę. Gęste, kryjące podkłady tworzą efekt maski i zbierają się w liniach mimicznych. Brokatowe cienie wpadają w zagłębienia powiek. Dlatego ogólna zasada brzmi: lżej, bardziej kremowo, z naturalnym blaskiem.

Warto pamiętać, że skóra dojrzała to nie jeden typ cery. Jedna kobieta po pięćdziesiątce ma suchą, cienką skórę z naczynkami, inna – mieszaną z rozszerzonymi porami, a jeszcze inna wciąż zmaga się z niedoskonałościami. Dlatego poniższe rady traktuj jako punkt wyjścia, a nie sztywny zestaw reguł, i obserwuj, jak twoja skóra reaguje na konkretne produkty.

Przygotowanie skóry to połowa sukcesu

Najpiękniejszy makijaż zaczyna się od pielęgnacji. Na suchej, odwodnionej skórze nawet najlepszy podkład będzie wyglądał płasko. Rano warto oczyścić twarz łagodnym preparatem, który nie ściąga skóry, a następnie nałożyć serum nawilżające, na przykład z kwasem hialuronowym, gliceryną czy ceramidami, i krem odpowiedni do potrzeb skóry. Przy bardzo suchej cerze dobrze sprawdzi się kilka kropel olejku wmasowanych w krem.

Obowiązkowym elementem porannej pielęgnacji jest ochrona przeciwsłoneczna. Promieniowanie UV odpowiada za dużą część przebarwień i utraty jędrności, a dojrzała skóra gorzej radzi sobie z jego skutkami. Krem z filtrem nakłada się po kremie pielęgnacyjnym, a przed makijażem. Jak czytać oznaczenia na opakowaniu, wyjaśniamy w tekście o kremie z filtrem SPF i oznaczeniach UVA.

Po nałożeniu kosmetyków pielęgnacyjnych odczekaj kilka minut, aż się wchłoną. Dopiero wtedy sięgnij po bazę lub podkład. Baza pod makijaż nie jest obowiązkowa, ale przy rozszerzonych porach czy drobnych zmarszczkach wygładzająca formuła może pomóc uzyskać równiejszy efekt. Przy suchej skórze lepiej wybrać bazę nawilżającą lub rozświetlającą niż matującą.

Pomocny bywa też krótki masaż twarzy podczas nakładania kremu – kilka okrężnych ruchów od środka twarzy ku zewnętrznym brzegom, delikatne oklepywanie opuszkami palców okolic policzków. Taki rytuał poprawia ukrwienie, a skóra wygląda na bardziej wypoczętą jeszcze przed nałożeniem pierwszego kosmetyku kolorowego.

Kobieta po pięćdziesiątce wklepuje krem nawilżający w policzki przed makijażem
Nawilżona skóra to najlepsza baza pod makijaż.

Podkład i korektor – cienko i z blaskiem

Po pięćdziesiątce lepiej sprawdzają się lekkie podkłady o satynowym lub promiennym wykończeniu niż ciężkie, matowe formuły o pełnym kryciu. Kremy koloryzujące, podkłady w serum czy lekkie fluidy z dodatkiem składników nawilżających wyrównują koloryt, a jednocześnie pozwalają skórze wyglądać jak skóra. Jeśli potrzebujesz większego krycia, zamiast grubej warstwy podkładu nałóż cienką warstwę na całą twarz, a punktowo zakryj przebarwienia i zaczerwienienia korektorem.

Odcień podkładu najlepiej dobrać w świetle dziennym, testując go na linii żuchwy. Z wiekiem karnacja może się zmieniać – stawać się bardziej ziemista, różowa albo przybierać żółtawy odcień – dlatego kolor, który pasował dziesięć lat temu, dziś może być nietrafiony. Więcej o wyborze podkładu dla konkretnego typu cery piszemy w tekście o podkładzie do typu cery.

Podkład najlepiej nakładać palcami lub wilgotną gąbeczką, wklepując go w skórę. Ciepło dłoni sprawia, że formuła lepiej się z nią stapia. Pędzel może zostawiać smugi i podkreślać fakturę skóry. Zacznij od środka twarzy i rozprowadzaj produkt ku brzegom, gdzie potrzeba go najmniej.

Korektor pod oczy powinien mieć kremową, płynną konsystencję i odcień tylko odrobinę jaśniejszy od skóry. Zbyt jasny, gęsty korektor zbierze się w drobnych zmarszczkach i podkreśli opuchnięcia. Nakładaj go oszczędnie, w wewnętrznym kąciku oka i w miejscu największego zacienienia, a następnie wklep opuszkiem palca. Przy wyraźnych sińcach pomocny bywa korektor o brzoskwiniowym podtonie, który neutralizuje niebieskawe przebarwienia. Jeśli wokół oczu pojawiają się wyraźne kurze łapki, warto sięgnąć po delikatniejsze formuły – o tym, jak o nie dbać, przeczytasz w tekście o kurzych łapkach.

Puder to kosmetyk, z którym po pięćdziesiątce warto obchodzić się ostrożnie. Jeśli go używasz, wybierz bardzo drobno zmielony, transparentny puder i nałóż go tylko tam, gdzie skóra się błyszczy, najczęściej na czole, nosie i brodzie. Policzki i okolice oczu zazwyczaj lepiej zostawić bez pudru. Zamiast pudrować całą twarz, w ciągu dnia możesz użyć bibułek matujących.

Oczy i brwi – definicja bez ciężkości

Brwi z wiekiem często stają się rzadsze, jaśniejsze, a ich zewnętrzne końce mogą zanikać. Tymczasem to właśnie dobrze podkreślone brwi nadają twarzy wyraz i optycznie unoszą spojrzenie. Uzupełnij je kredką lub cieniem w kolorze zbliżonym do naturalnego lub odrobinę jaśniejszym, krótkimi pociągnięciami imitującymi włoski. Zbyt ciemne, mocno wyrysowane brwi dodają surowości. Na koniec wyczesz je szczoteczką i utrwal przezroczystym żelem.

Na powiekach najlepiej sprawdzają się matowe lub satynowe cienie w neutralnych odcieniach: beżu, taupe, ciepłego brązu, szarości, śliwki czy butelkowej zieleni. Jasny, matowy cień nałożony na całą powiekę ujednolici jej koloryt, a ciemniejszy w załamaniu powieki doda głębi. Cienie z dużymi drobinkami brokatu lepiej zostawić na specjalne okazje – podkreślają fakturę skóry i wpadają w zmarszczki. Delikatny, satynowy połysk na środku ruchomej powieki jest za to bardzo korzystny, bo optycznie ją unosi.

Jeśli powieka opada, kreska wzdłuż linii rzęs może zniknąć po otwarciu oka albo odbijać się na górnej powiece. Zamiast płynnego eyelinera lepiej wybrać miękką kredkę lub ciemny cień nakładany cienkim pędzelkiem i wtapiać go w linię rzęs. Linię warto lekko unieść w zewnętrznym kąciku, ale nie przedłużać jej daleko – to optycznie otwiera oko. Dolną powiekę zostaw niemal bez makijażu lub podkreśl ją tylko delikatnie w zewnętrznym kąciku.

Tusz do rzęs nakładaj przede wszystkim na górne rzęsy, zaczynając od nasady i poruszając szczoteczką na boki. Przy jasnych, rzadszych rzęsach warto wybrać brązowo-czarny tusz zamiast intensywnej czerni, która może wyglądać zbyt mocno. Zalotka podkręcająca rzęsy przed nałożeniem tuszu otworzy oko i doda spojrzeniu świeżości.

Zbliżenie oka kobiety po pięćdziesiątce z matowym cieniem w kolorze taupe i rozmytą brązową kredką
Matowe cienie i miękka kredka podkreślają oko bez ciężkości.

Policzki – kremowy róż i delikatny rozświetlacz

Róż to kosmetyk, który po pięćdziesiątce potrafi zdziałać najwięcej. Dodaje twarzy świeżości, ciepła i zdrowego wyglądu. Najlepiej sprawdzają się róże w kremie, płynie lub sztyfcie, które łatwo wtopić w skórę i które nie podkreślają suchości. Wybieraj odcienie brzoskwini, przygaszonego różu, malinowe lub śliwkowe, w zależności od karnacji.

Zamiast nakładać róż na samo „jabłuszko” policzka, które z wiekiem może się obniżać, rozprowadź go nieco wyżej, na kości policzkowej, i rozetrzyj w stronę skroni. To prosty sposób na optyczne uniesienie twarzy. Podobnie z bronzerem: zamiast mocnego konturowania lepiej nałożyć odrobinę na skronie i pod kości policzkowe, by ocieplić cerę.

Rozświetlacz bywa sprzymierzeńcem dojrzałej skóry, pod warunkiem że ma płynną lub kremową formułę bez dużych drobinek. Nałóż go odrobinę na szczyty kości policzkowych, łuk kupidyna i pod łuk brwiowy. Unikaj rozświetlania miejsc, w których skóra ma wyraźne zmarszczki lub rozszerzone pory. Celem jest efekt skóry nawilżonej i zdrowej, a nie błyszczącej.

Przy wyborze odcienia różu pomaga prosta wskazówka: poszukaj koloru, jaki przybierają twoje policzki po szybkim spacerze na chłodnym powietrzu. Taki naturalny rumieniec zwykle wygląda najkorzystniej. Przy skórze ze skłonnością do zaczerwienień i rozszerzonych naczynek lepiej unikać bardzo intensywnych, chłodnych różów, które mogą je podkreślić, i wybrać spokojniejsze, brzoskwiniowe lub beżowo-różowe tony. Kremowy róż najlepiej nakładać palcami, wklepując go małymi ruchami, a dopiero potem, w razie potrzeby, dołożyć odrobinę koloru.

Usta – kontur, nawilżenie i właściwy kolor

Usta z wiekiem stają się węższe, tracą wyrazistość konturu, a wokół nich pojawiają się drobne pionowe zmarszczki, w które szminka potrafi „wpływać”. Dlatego pielęgnacja jest tu kluczowa: regularny peeling, balsam na noc i przed makijażem. Konturówka w odcieniu ust lub szminki pomoże przywrócić wyraźną linię i zapobiegnie rozmazywaniu się koloru. Obrysuj usta dokładnie wzdłuż naturalnej linii, bez przesadnego powiększania, i wypełnij kredką także ich powierzchnię.

Bardzo matowe, wysuszające formuły lepiej zastąpić kremowymi lub satynowymi szminkami, które nawilżają i nadają ustom objętości. Kolory, które zwykle dobrze wyglądają na dojrzałych ustach, to róż przybrudzony brązem, malina, koral, ciepła czerwień i zgaszone odcienie wina. Zbyt jasne, beżowe nude może sprawić, że twarz wyda się zmęczona. Nie ma jednak koloru zakazanego po pięćdziesiątce – czerwień czy głęboki burgund mogą wyglądać wspaniale, jeśli są dobrze dobrane do karnacji i nałożone starannie. O ciemnych odcieniach piszemy w tekście o bordowej szmince.

Błyszczyk lub odrobina balsamu na środku dolnej wargi optycznie powiększy usta i doda im świeżości. Jeśli lubisz delikatniejsze efekty, wypróbuj balsam koloryzujący lub tint – przy suchych ustach to często lepsze rozwiązanie niż mocna pomadka.

Dobrze jest też zwrócić uwagę na zęby i kąciki ust. Kolory z chłodnym, niebieskawym podtonem optycznie wybielają uśmiech, a te z dużą ilością pomarańczu mogą podkreślać jego żółtawy odcień. Opadające kąciki można delikatnie unieść, prowadząc konturówkę minimalnie powyżej naturalnej linii w zewnętrznych punktach górnej wargi.

Kremowy róż w sztyfcie, malinowa szminka, konturówka, krem koloryzujący i kredka do brwi na lnianej tkaninie
Kremowe formuły lepiej stapiają się z dojrzałą skórą niż pudrowe.

Najczęstsze błędy i szybki makijaż na co dzień

Wiele kobiet popełnia te same błędy, często wynikające z przyzwyczajeń sprzed lat. Najczęstszy to zbyt dużo produktu, zwłaszcza podkładu i pudru, przez co twarz wygląda na zmęczoną i „przyprószoną”. Drugi to zbyt mocne, ciemne kreski i brwi, które dodają surowości. Trzeci to brak różu – twarz bez koloru na policzkach wydaje się bledsza i mniej wypoczęta. Czwarty to rezygnacja z pielęgnacji przed makijażem, przez co kosmetyki osiadają na suchych skórkach.

Warto też co jakiś czas przejrzeć kosmetyczkę. Kosmetyki mają terminy przydatności po otwarciu, oznaczone symbolem otwartego słoiczka z liczbą miesięcy. Stare tusze do rzęs czy kremowe produkty mogą podrażniać skórę i oczy. Zmiana kolorów i formuł co kilka lat to też dobra okazja, by dopasować makijaż do tego, jak zmienia się nasza twarz, a nie powtarzać latami ten sam schemat.

Na co dzień wystarczy kilka kroków, które zajmą mniej niż dziesięć minut: nawilżenie i krem z filtrem, cienka warstwa kremu koloryzującego, korektor w kącikach oczu i na zaczerwienieniach, kremowy róż na kości policzkowe, uzupełnione brwi, tusz na górne rzęsy i kremowa szminka lub balsam koloryzujący. Taki makijaż wygląda świeżo, nie wymaga poprawek w ciągu dnia i dobrze współgra ze zmianami, które przychodzą z wiekiem – także z naturalną siwizną, o której piszemy w tekście o przejściu na siwe włosy.

Najważniejsze jest jednak to, by makijaż sprawiał przyjemność. Dobrze dobrane kosmetyki mają podkreślać twarz, a nie ją maskować. Po pięćdziesiątce mamy w końcu więcej pewności siebie i wiedzy o tym, co nam służy – warto z niej korzystać i bawić się kolorem na własnych zasadach.

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz